Jakiś czas temu słuchałem podcastu jednego ze znanych trenerów personalnych i usłyszałem tam bardzo mądrą maksymę życiową. Jeżeli ktoś osiągnął to do czego sam dążysz i jest to twoim celem to warto skorzystać z wiedzy takiej osoby, a nawet zasięgnąć jego opinii. Natomiast jeśli ktoś znalazł się w życiu w takiej sytuacji w której nigdy nie chciał byś się znaleźć to nie powinieneś w ogóle brać pod uwagę jego zdania. Taki człowiek nie jest dla Ciebie wzorem a jego światopogląd powinien latać Tobie koło pióra. Jeśli o Alfę Romeo by chodziło, to opinia tych ludzi na jej temat była by zapewne tak samo negatywna i jak najbardziej prawdziwa. Ta włoska marka kojarzona jest bowiem głównie jako jedna z najbardziej awaryjnych. Ich właściciele podobno spotykają się rano w warsztacie samochodowym, gdzie wcześniej dostarczono ich unieruchomione auta na lawecie. Jednak jest coś czego nie można odmówić Alfie - urody.
 |
| W tym przypadku wszystkie przetłoczenia i linie nie są przypadkowe. Tworzą jedną całość, która ma przyciągać spojrzenia motoryzacyjnych maniaków. |
O tym jakie wrażenie wywarło pojawienie się w Świecie motoryzacyjnym Alfy Romeo 156 w 1997 roku pisałem już wcześniej tutaj:
https://kolekcja-modeli.blogspot.com/2020/06/alfa-romeo-156-marzenie-o-bogactwie.html . W wielkim skrócie, wyprzedziła ona całą resztę jeżdżących po ulicach samochodów o kilka dobrych lat. Szczególnie bardzo mocno było to zauważalne w Naszym kraju, gdzie codziennością były jeszcze Fiaty 126p, czy Polonezy. Jednak to co Włosi zrobili w 2000 roku przeszło wszelkie oczekiwania. Zaprezentowali 156-tkę z dwubryłowym nadwoziem Sportwagon. Przyćmiła ona sedana, powodując, że nadwozia kombi zaczęły być atrakcyjne wizualnie. Sznytu dodatkowo mogły dodać jej aluminiowe obręcze zwane popularnie "telefonami"(były dostępne w opcji), czyli takie jak na przedstawionej w tym poście miniaturze. Dla wiedzy najmłodszych czytelników ich kształt wziął się od tarczy stacjonarnego aparatu telefonicznego.
 |
| Obręcze kół zwane "telefonami". Aż chciałoby się wykręcić jakiś numer. |
W takiej, nie zmienionej formie Sportwagon pojawiał się w salonach do 2002 roku. Dokonano wtedy liftingu, który nieznacznie przedłużył żywot tego urodziwego samochodu. Ostatnia 156-ka wyjechała z fabryki rok później.
Jak na tamte czasy to silniki jakie montowano w tych autach były bardzo nowoczesne i żwawe. Już najmniejszy silnik 1.6 miał 120 KM, gdzie przeważnie u konkurencji moce przy takich pojemnościach skokowych oscylowały od 90 do 105 koni mechanicznych przy dwuwałkowej głowicy. Wspomniany benzyniak, a także silniki 1.8 i 2.0 dysponowały dwiema świecami zapłonowymi na cylinder (Twin Spark). Ponadto Alfa i Fiat jako pierwsze zastosowały w swoich dieslach najnowocześniejsze wtedy układy wtryskowe "common rail" (156 i Marea), które charakteryzowały się miękką pracą i dobrymi osiągami. Właśnie wtedy "ropniaki" zaczęły dorównywać benzyniakom.
Najsilniejsze emocje wzbudzały jednak legendarne V6 konstrukcji Giuseppe Busso. Po otwarciu maski Alfy z takim silnikiem naszym oczom ukazywał się wtedy piękny, wykonany ze stali nierdzewnej i pokryty chromem kolektor dolotowy oraz dwie pokrywy głowic z czerwonymi napisami "Alfa Romeo V6 24V" w przypadku 190-konnego motoru o pojemności 2.5 litra, lub gdy mieliśmy do czynienia z najbardziej pożądaną i niezwykłą odmianą tego samochodu- "Alfa Romeo GTA 3,2 V6". Wtedy do naszej dyspozycji inżynierowie oddali 250KM. Alfy z tymi sercami dawały najpiękniejsze i niezapomniane wrażenia z jazdy.
 |
| Zdjęcia w zoomie obnażają niedoskonałości miniatur, których nie widać przy oglądaniu ich w naturalnym rozmiarze. |
Miniatura, którą dzisiaj przedstawiam ma z tyłu napis 2.0 T.SPARK, a więc gdyby można było nią pojeździć po ulicy, a nie jak w tym przypadku co najwyżej po blacie stołu miała by wtedy 4-cylinrowy, rzędowy silnik o mocy 155 KM. Prócz felg w kształcie telefonu wyróżniają ją takie akcenty jak kolorystyka wnętrza. Czerwone skóry i chromowana konsola środkowa, a do tego sportowy akcent z epoki, czyli białe tarcze zegarów.
Miniaturę z Minichampsa udało mi się kupić od Kolegi Kolekcjonera podczas jednej z edycji warszawskiej giełdy modeli. Zapłaciłem za niego dwie stówki co wtedy, a teraz tym bardziej jest okazją.
 |
| Sportwagon jest świetnym uzupełnieniem w mojej kolekcji dla Berliny, którą zaprezentowałem w jednym z pierwszych wpisów na tym blogu. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz